Wróć do katalogu

Targ - Dzień VI - Rozdział XXII

Do wyjścia odprowadzała go Fiołek. Szli w milczeniu przez korytarz wyłożony czerwonym dywanem w żółte wzory. Dziewczyna nawet na niego nie patrzyła, sprawiała wrażenie, jakby chciała go jak najszybciej odprowadzić i wrócić do swoich spraw.

Falvari, opublikowano , 22 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Do wyjścia odprowadzała go Fiołek. Szli w milczeniu przez korytarz wyłożony czerwonym dywanem w żółte wzory. Dziewczyna nawet na niego nie patrzyła, sprawiała wrażenie, jakby chciała go jak najszybciej odprowadzić i wrócić do swoich spraw. -Znam drogę –powiedział. -Trafię sam do wyjścia. -Znakomicie -odparła i zawróciła. To go zaskoczyło. Spodziewał się, że dziewczyna powie cokolwiek innego, że uda im się zamienić choć kilka słów. Zamiast tego patrzył jak jego jedyna przyjaciółka oddala się korytarzem nawet na niego nie spoglądając. Chciał coś zrobić, zawołać ją, pobiec za nią, nawet się rozpłakać. Nie zrobił nic. Po chwili Fiołek zniknęła za którymiś z drzwi odchodzących z korytarza, a on nadal tylko stał nie mogąc uwierzyć w to, że ani razu się na niego nie obejrzała. -Spodziewałeś się czegoś innego? -odwrócił głowę w stronę, z której dobiegł głos. U szczytu pobliskich schodów ujrzał niewysoką dziewczynę ubraną w prostą suknię. Jej twarz skrywała biała maska z czerwonym pocałunkiem wymalowanym na lewym policzku. Zielonka dopiero teraz spostrzegł jak daleko doprowadziła go Fiołek, wcześniej był zbyt zaaferowany jej towarzystwem, by zwracać uwagę na drogę, którą podążali. -Kim jesteś? -spytał. -Dziewczyną, która miała podać wam tacę -odparła. -Fiona się ze mną zamieniła. Bardzo chciała ciebie zobaczyć. -Odeszła tak nagle... -zaczął. -Odprawiłeś ją, na co miała czekać? -Ja... -znów zaczął. -Chodź, odprowadzę cie, wyglądasz, jakbyś jednak mógł się tu zgubić. Ruszyła w dół schodów, a on niepewnie poszedł za nią. Próbował się domyślić kim była. Musiała być w jego wieku lub niewiele starsza, a w takim wypadku powinien ją znać z dawnych dni. Przypomniał sobie jednak, jak niewiele uwagi poświęcał innym dzieciom i uzmysłowił sobie, że z pewnością jej nie znał. Oprócz Fiołek mógłby rozpoznać co najwyżej tych kilku chłopaków, z którymi dzielił pokój. -Zastanawiam się -zagaiła dziewczyna, gdy schodzili w dół -dlaczego jesteś dla niej tak ważny. -Wiele razy się nad tym zastanawiałem -odpowiedział. -Jednak nigdy się nie domyśliłem, dlaczego Matka tak bardzo mnie lubi. -Mówiłam o Fionie. To znów zbiło go z tropu. Wiele razy w ciągu ostatnich lat myślał o Fiołek, o ich dawnej przyjaźni oraz decyzjach jakie oboje podjęli. Jej wspomnienie było dla niego ważne, pomagało mu przetrwać najtrudniejsze dni, ilekroć morzył go głód, ilekroć marzł w jakiejś dziurze w ziemi. Wspomnienie radosnych chwil przeżytych u boku przyjaciółki dodawało mu sił. Nigdy jednak nie pozwalał sobie myśleć o tym, że ona również mogła go ciepło wspominać. -Wątpię, abym faktycznie był dla niej ważny -powiedział cicho. -Często mówiła to samo o tobie -stwierdziła dziewczyna. -Jak mogła w to wątpić? Była dla mnie najważniejsza -Zielonka prawie krzyknął. -Zawsze była moją najbliższą przyjaciółką, moją jedyną przyjaciółką. -I nigdy jej tego nie powiedziałeś. -Skąd o tym wiesz? I dlaczego mnie dręczysz? -Bo choć z pewnością mnie nie pamiętasz, ja ciebie pamiętam bardzo dobrze –odparła dziewczyna. -Byłeś pupilkiem Matki, jej ukochanym dzieckiem. Nigdy nikogo nie wyróżniała nie licząc ciebie. Wszyscy doskonale cię znaliśmy, choć ty byłeś zbyt dobry, by zadawać się z kimkolwiek z nas. Wiecznie obcy i wyniosły, sam się bawiłeś, sam przesiadywałeś, a gdy wyznaczono cię do wspólnych obowiązków, nigdy z nami nie rozmawiałeś. Coraz mniej rozumiał z tej rozmowy. Nie mógł sobie przypomnieć, by kiedykolwiek któreś z dzieci zaprosiło go do wspólnej zabawy, nie licząc oczywiście Fiołek. Nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że one chciały, żeby się z nimi bawił. Albo że mają do niego żal o to, że nie spędza z nimi czasu. -Nigdy nie zapraszaliście mnie do wspólnej zabawy -powiedział. -Ignorowałeś nas -odparła. -Zbyt dobry żeby się z nami bawić i zbyt dobry, żeby dzielić nasz los. Wolałeś uciec. -Nie mogłem zostać. Nie po tym gdy Fiołek zdecydowała, że przywdzieje maskę... -A co miała zrobić? -spytała dziewczyna. -Czy kiedykolwiek przedstawiłeś jej inną możliwość? Czy chociaż powiedziałeś, że tobie na niej zależy? Nie musisz odpowiadać, wiem że nie. Wiele razy po twoim odejściu wypłakiwała się na moim ramieniu. Nie wiedział co na to odpowiedzieć, więc nie powiedział nic. Dziewczyna również się nie odezwała. Zeszli tymczasem do holu i stanęli przed solidnymi dwuskrzydłowymi drzwiami. -Oby reszta twojego dnia była również przyjemna -dziewczyna użyła słów tradycyjnego pożegnania gości przybytku, ukłoniła się przed nim i wróciła na schody. -Poczekaj -zawołał za nią, a dziewczyna przystanęła słuchając co ma jej do powiedzenia. -Przekaż Fiołek, jeżeli jeszcze cokolwiek to dla niej znaczy, że zawsze mi na niej zależało. Także wówczas, gdy nie potrafiłem znaleźć innej drogi dla nas obojga. -Być może przekażę jej twoje słowa -powiedziała i ruszyła w górę schodów. Po wyjściu z przybytku Zielonka nie bardzo wiedział, co ma ze sobą począć. Matka nie dała mu żadnej wskazówki, gdzie miałby szukać Zimy. Zdezorientowany wybrał kierunek na chybił trafił i ruszył w stronę Zarazy. Idąc w zamyśleniu obserwował ciemne chmury kłębiące się ponad namiotami. Faktycznie zbierało się na burzę. Takie zjawiska były niezwykle rzadkie w tym obszarze, jednak gdy już występowały miały bardzo gwałtowny przebieg. Szczurołap zaczął rozmyślać o tym, jak taka burza mogłaby wpłynąć na dalsze wydarzenia, rozglądał się również wokół. Zmiany na Targu były wyraźnie widoczne, choć Chleb objął rządy raptem kilka godzin wcześniej. Przechodząc przed bramą Holdu szczurołap spostrzegł, że nie strzegą jej już strażnicy w drewnianych maskach. Zastąpili ich myśliwi z łukami przewieszonymi przez ramię i mieczami o rękojeściach wysadzanych barwionym szkłem przytroczonymi do pasów, którzy czujnie obserwowali przechodniów. Zielonka nigdy ich nie lubił. Owszem strażnicy rzadko dobrze go traktowali, ale nawet jeśli go obijali, nie czerpali z tego przyjemności, miała to być jedynie nauczka. Chyba że trafiało się w ręce Chochli. Ale akurat on jak się zdawało, dobrze się odnajdował w nowym towarzystwie. Akurat gdy chłopak mijał Hold, kapitan wraz z dwoma swoimi strażnikami wychodził przez bramę, a mijając myśliwych skinął im głową. Ludzie Chleba odwzajemnili ten gest. Co do myśliwych to oni zawsze zachowywali się tak, jakby byli panami tego miejsca. Jakby przez sam fakt, że pracowali dla Chleba i dostarczali innym pożywienia, byli kimś lepszym. Większość z nich zdawała się uważać, że to wykonywana przez nich praca sama w sobie czyni ich godnymi szacunku i uwielbienia. Pamiętał jeszcze z czasów, gdy mieszkał z Matką, jak zjawiali się w jej przybytku. Zawsze w większych grupach. Wyniośli, głośni i roszczeniowi. Musieli być w centrum uwagi i wręcz domagali się specjalnego traktowania. Na domiar złego dzieci Matki traktowali w taki sposób, jakby przychodząc do nich wyświadczali im przysługę. Matka nigdy się do nich nie uśmiechała, ale oni byli zbyt pyszni, aby domyślić się, co to oznacza. Matka. Do niego zawsze się uśmiechała, delikatnie, ujmująco, czule. Od dawna jej za to nienawidził. Przez te wszystkie lata, gdy czuł się zdradzony i wykorzystany, wzbierał w nim gniew, który narastał z każdym rokiem. Pielęgnował go. Zachowywał w sercu na ten moment, gdy ponownie ją spotka. Chciał, aby poczuła na sobie wszystkie lata jego wstydu i upokorzenia. Chciał, by cierpiała. A jednak gdy dziś ją spotkał, nie potrafił przywołać tego gniewu. Wiedział, że on tam był, cały czas czuł go gdzieś w sercu, a jednak nie potrafił po niego sięgnąć. Nie tak naprawdę. Tego ranka gdy znów znalazł się w przybytku Matki, silna fala sentymentu zalała go całego i zatopiła ostrze jego gniewu. Nie wypłukała go z niego, ale ukryła. A teraz gdy szedł przez Targ, nie potrafił wyłowić go z powrotem. Mimowolnie rozmyślał o słowach Matki. O jej zapewnieniach, że wszystko robiła dla przygarniętych dzieci. Nie wierzył w to, wiedział, że dobrze jej się żyło. Miała wszelkie luksusy na jakie tylko mógł sobie pozwolić zamożny kupiec na Targu. To co nazywała poświęceniem, z pewnością już dawno przestało nim być, wiedział o tym. A jednak nie mógł przejść obojętnie wobec jej motywacji, które kiedyś faktycznie mogły być szczere i bezinteresowne. Faktem było również, że Matka uratowała wiele sierot, dobrze o tym wiedział. Ale czy ratunek wart był tej ceny, jaką stanowiło życie w przybytku? Zielonka nie wierzył w dobrowolne i świadome wybory dzieci, które osiągały odpowiedni wiek. Nadal uważał, że nie miały one żadnego wyboru. Ale czy gdyby nie Matka, miałyby choć tyle? A jednak to co robiła ostatecznie uważał za złe. Dobro, które czyniła, nie mogło w jego oczach usprawiedliwiać zła, jakie później następowało. Snując te rozważania Zielonka zagłębił się między namioty. Wprawdzie miał swoją szarfę, ale biorąc pod uwagę to jak wyglądał, myśliwi, którzy przejęli władze nad Targiem pewnie i tak by go zaczepiali. Dlatego też woląc pozostać niewidocznym dał nura między namioty i przekradł się do Spichlerza. Nie wszedł na plac, ale pozostał w cieniu na granicy wzroku, w tym obszarze między cienkimi ścianami z materiału, gdzie zawsze czuł się najbezpieczniej. Dzień rozpoczął się już dobrą godzinę temu, ale wciąż było jeszcze dość wcześnie. Zwykle o tej porze ruch na Targu dopiero niemrawo się rozpoczynał, jednak tym razem na Spichlerzu było już gęsto od zgromadzonych tam ludzi chcących nabyć żywność w korzystnych cenach. Każdy stragan przeżywał prawdziwe oblężenie. Kolejki ciągnęły się wzdłuż całego placu i mieszały ze sobą. Zielonka nie był w stanie zorientować się kto na co czeka. Tłum oczekujących był tak gęsty, że wozy z dostawami ciągnięte przez ludzi Chleba nie mogły nawet wjechać na plac. -Słucham? –kupiec stojący nieopodal miejsca, w którym skrył się Zielonka, raczej chłodno powitał kolejnego klienta. -Potrzebuję beczki suszonego mięsa –powiedział tamten hardo. -To będzie bochen –oznajmił kupiec. -Ceny miały być niższe –żachnął się klient. -Taka beczka wystarczy tobie co najmniej na dwa tygodnie, a zapłacisz za nią równowartość tygodniowego wyżywienia –powiedział ostro kupiec. Szczurołap nie śledził dłużej tej rozmowy. Wycofał się między namioty i przekradł w stronę Kwadratu. Tutaj również panował nadzwyczajny ruch jak na tę porę dnia. Ewidentnie ludzie, którzy zaoszczędzili na zakupie żywności, postanowili wydać te precle na mniej niezbędne towary. Zielonka przekradał się wokół placu i obserwował ruch. Był również świadkiem kilku sytuacji, podczas których oburzeni klienci dziwili się, że obniżce uległy jedynie ceny żywności. Szczurołap nie zwracał na te sprzeczki uwagi. Zmierzał w stronę Drugiego Trójkąta, gdyż uznał, że jeżeli Odwrócony Uśmiech wciąż jest na Targu, to może mieć dla niego jakieś informacje. Ominął szerokim łukiem Zadziorę i Dupę przez co zbliżył się znacznie do Szczyny, jednak nawet tam nie zajrzał. Przekradał się między namiotami sprawnie, tak jak

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych