Wojownicy
Jedna z wielu zabawnych przygod trzynastolatka. Zapraszam do opublikowanej juz historii pt. "Zgrana druzyna".
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tak bardzo chcialem miec pistolet na kulki. Mieli je prawie wszyscy chlopcy z klasy. Prawie wszyscy bo oprocz Marka, ktory ciagle uganial sie za pilka, nie zdajac sobie nawet sprawy z tego, ze istnieja jeszcze inne zabawy. Oprocz Lukasa, ten nawet nie wiedzialby jak nalezy trzymac pistolet w reku, oraz Josuy, ktory byl istnym maniakiem Playstation.
Pare dni temu mama miala dzieñ dobroci i postanowila zabrac mnie ze soba po zakupy. W portfelu mialem 24 euro. Obeszlismy kilkanascie sklepow z ciuchami, gdzie czulem sie jak niepotrzebny mebel, poszturchiwany ciagle przez biegajace kobiety. Mlode, stare, w srednim wieku, biegajace za sweterkami, spodniami, bluzkami, torebkami i innymi babskimi bzdetami. Tak, bzdetami. Dla mnie takie sklepy moglyby wcale nie istniec. A juz tym bardziej nie powinno sie w nich robic obnizek sezonowych, na ktore wlasnie trafilismy. Znosilem to wszystko dosc dzielnie do momentu, kiedy weszlismy do jakiegos zaciemnionego sklepu z pachnidelkami. Sam zapach, o ile to w ogole mozna nazwac zapachem, zatkal mi od razu caly nos, potem dostal sie do buzi, zatykajac nawet dziury w zebach. Nie wytrzymalem czujac, ze sie dusze i wyrwalem jak szalony na ulice. - Co ci jest? - zapytala dosc wystraszona mama. - Nic. Po rostu sie dusze. - Jak to sie dusisz? - Te pachnidelka zalazly mi do nosa, buzi, w ogole mnie sparalizowaly. - Erwin nie przesadzaj. - Wcale nie przesadzam. To prawda. Zreszta chodze z toba juz dwie godziny po babskich sklepach. Jestem ciagle popychany. Nie bylismy jeszcze w zadnym sklepie, gdzie moglbym sobie cos kupic. - A co ty chcesz kupic? - Chociazby pistolet na kulki. - A wiesz chociaz gdzie jest taki sklep? - Nie wiem, ale moze gdzies tu bedzie. Ty niestety tak pedzisz, ze nie mam czasu aby sie rozejrzec a co dopiero... - Idziemy! - przerwala mi mama. - Dokad? - Szukac sklepu z pistoletami. Po drodze zaszlismy jeszcze do paru sklepow z ciuchami az wreszcie natknelismy sie na sklep sportowy. - Co cie tak wcielo? - spytala mama, kiedy stalismy przy wielkiej wystawie z masa roznego rodzaju pistoletow. - Mamo! Widzisz to co ja? - Widze i co? - Wejdziemy do srodka? - Jak chcesz kupic jakis pistolet to niestety ale musimy wejsc - to mowiac popchnela mnie lekko do przodu gdyz stalem jak wbity w ziemie kolek. W sodku dopiero przezylem szok. Pistolety. Masa pistoletow. Na gaz, na kulki, na kapiszony, z dluga lufa, z krotka, nawet z laserem. - Cos podac? - zapytal sprzedawca. - Moj syn chcialby kupic sobie pistolet na kulki. - Zwykle nie sprzedajemy dzieciom pistoletow. - Wiec chcielibysmy kupic jakis pistolet na kulki - powiedziala jeszcze raz to samo zdanie mama dodajac siebie jako wspolnika do pistoletu. Sprzedawca otworzyl szklana gablote i teraz jak zywe przed moimi oczami pojawily sie roznego rodzaju pistolety. Bylem jak w transie. Nie wiem ile czasu zajelo mi wybieranie tego jedynego az wreszcie zniecierpliwiona mama zapytala dosc stanowczo: - Kupujesz w koñcu czy nie? - Kupilbym, ale mam tylko 24 euro a ten, ktory mi sie podoba kosztuje 32 plus komplet kulek za 4,50. - Masz tu jeszcze 15 i bierz ten pistolet bo moja cierpliwosc dobiega koñca. Sprzedawca tez przestepowal juz z nogi na noge, jednak staral sie zachowac spokoj aby nie stracic klientow. - 40 minut. Stracilismy w tym sklepie bite 40 minut - marudzila mama w drodze powrotnej do domu.
Przez kolejne dni moglem strzelac jedynie do tarczy zawieszonej w moim pokoju na szafie. Dzis umowilem sie z innymi chlopakami, ze pojdziemy sobie postrzelac. Wreszcie wyprobuje moj pistolet. Bylem tak szczesliwy a zarazem podniecony, ze co pare minut zerkalem na zegarek aby sie tylko nie spoznic. Dochodzila 14.00. Wzialem broñ, amunicje i wyszedlem z domu. Bylo nas pieciu: ja, Habi Morales, Dani, Habi i Kamilo. Oczywiscie kazdy uzbrojony. - Gdzie idziemy? - zapytal Kamilo. - Na bank - odparl Dani. - Po co? - dalej dopytywal sie Kamilo. - Jak to po co? Nie slyszales nigdy o napadach na banki z bronia w reku? - Przestañcie! Zachowujecie sie jak dzieci - pomysl ten byl moim zdaniem naprawde denny. - Sluchajcie, a moze postrzelamy do kotow? - rzucil propozycje Habi. - A chcialbys, zeby ktos strzelal do ciebie? - zapytalem wkurzony bo tylko tracilismy czas. - A co? Jestem podobny do kota? - Dajcie juz spokoj! - krzyknal Habi Morales. - Chodzcie lepiej do domu smierci. Tam na pewno przyda nam sie broñ - dodal po chwili. Wszyscy znalismy to miejsce dosc dobrze. Byl to stary, opuszczony dom na koñcu miasteczka. Po bokach roslo pelno chaszczy i dzikich zarosli, ktos zrobil tam nawet wysypisko smieci, poniewaz byla masa gruzu, stare, polamane meble i wiele innych rupieci. Nazwalismy to miejsce domem smierci, gdyz kiedys znalezlismy tam zdechlego i zjedzonego do polowy przez robaki kota. - Ale ja sie boje - powiedzial drzacym glosem Habi. - Czego? Przeciez masz broñ. - Tak, ale jak nie zdaze strzelic, albo zatnie mi sie magazynek? - To spotka cie to samo co kota, ktorego tam kiedys widzielismy. - W takim razie wracam do domu. - A wracaj, wracaj! Wypij szklanke goracego cacao, obejrzyj bajke i idz najlepiej do lozka - powiedzial dosc wkurzony Dani. - Jego nie trzeba nigdzie zabierac. Przeciez to tchorz - oznajmil Kamilo. - I panikarz - dodalem. - Idziesz czy nie? - zapytal Habi Morales. - No dobra. Ide. Tylko przestañcie sie nabijac. - To zachowuj
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kondor
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…