Wróć do katalogu

Zabawka Majchra

Zabawka Majchra

Mawacha, opublikowano , 8 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zabawka Majchra.

Koszycki wysiadł z samochodu. Poprawił czarne okulary. Zapalił papierosa. Przyglądał się mgle. Nie była to zwykła mgła. Dobrze wiedział o tym. Była zbyt gęsta by można było ją uznać za naturalną. Przypominała wielki, szary mur rozciągający się wzdłuż pól, dzieląc drogę na dwie części. Po jednej stronie świeciło słońce, paląc wszystko, co nie znalazło schronienia pod cieniem. Po drugiej znajdowała się jedynie szarość. - To, co teraz robimy? – Zapytałem, siedząc w samochodzie. - Nie możemy dopuścić do tego by ktoś się do niej zbliżył. Gdzie dokładnie jesteśmy? Spojrzałem na mapę. - Przed Świdrowcem jakieś trzy kilometry od Wrocławia. Dzwonić po pomoc? Musimy powiadomić Biuro. - Dzwoń. Mają natychmiast zrobić blokadę wokół Świdrowca. Ale… - Na moment się zamyślił, a potem dokończył całkiem innym tonem: -Ale Biuro i tak już wie. Wiedziało od dawna. Szybko podniosłem głowę znad mapy. Byłem w lekkim szoku. Nie miałem pojęcia, czemu tak uważał. To przecież my zawsze jako pierwsi powiadamialiśmy Biuro. To my byliśmy zwiadem i rozpoznaniem. Wypowiedział te słowa w taki sposób jakby ich oskarżał. Oni wiedzieli, ale w takim razie, dlaczego nas nie powiadomili? Czy Koszycki wiedział o czymś, o czym ja nie wiedziałem? Miałem już się go zapytać, gdy zauważyłem w lusterku nadjeżdżający samochód. Koszycki też zauważył. Czerwony pokryty rdzą maluch nieźle pędził. Jednak po chwili zaczął z piskiem hamować, zostawiając na asfalcie świeże ślady. Nie wiedzieliśmy czy zrobił to dla tego, że zobaczył nasz samochód stojący na samym środku jezdni. Czy dla tego, że przeraziła go szara ściana. Zatrzymał się jakieś trzy metry od nas. W lusterku dostrzegłem dwie przerażone postacie. Chciałem wstać i pójść do nich, ale Koszycki mnie wyprzedził. Wyrzucił papierosa. Powiedział, że on to załatwi. Znałem go dobrze, widziałem jak coś takiego załatwi. Podejdzie. Ściągnie okulary. Uśmiechnie się. Powie, że jest objazd. Gdy kierowca nie będzie współpracować, Koszycki przestaje udawać miłego faceta. Sięga ręką pod marynarkę. Wyciąga pistolet. Celnie strzela. Potem chowa pistolet i z założonymi na nosie okularami spokojnym, leniwym krokiem odchodzi. Koszycki jest jak maszyna, robi to automatycznie. Jest bez uczuć, litości. Po prostu wykonuje rozkaz. Strzela. To jest misja. Zresztą ja robię tak samo, całe Biuro tak robi. Po jakimś czasie pojawia się reszta naszych i sprząta za nami. I tym razem nie zawiódł. Rozmawiając z Biurem przez telefon, usłyszałem dwa strzały. Koszycki zaraz potem powrócił do mnie i zapytał: - I co powiedzieli? - Standardowa procedura: nie zabijać, nie wyjaśniać, nie dopuszczać nikogo do mgły. Postąpiłeś tak? Skinął głową i dodał: - Środek nasenny będzie działać przez jakieś cztery godziny. Wydawało się, że już wszystko będzie w porządku i nikt nam nie przeszkodzi w wykonywaniu zadania, gdy nagle usłyszeliśmy kolejny samochód. Była to milicja. Koszycki zaczął kląć pod nosem. Miał już ochotę w spokoju wypalić następnego papierosa, a ci mu przeszkodzili. Auto się zatrzymało. Wysiadło z niego dwóch milicjantów. Nerwowo patrzyli się raz na nas raz na malucha. Na ich miejscu też bym się przestraszył, widząc czarną rządową Wołgę, dwóch mężczyzn w czarnych garniturach stojących przy bezwładnie leżących ciał. Koszycki jak zwykle był pierwszy. Podszedł do nich i pokazał legitymację. - Biuro Nadzwyczajnej Ochrony Państwa. Milicjanci spojrzeli na dokument. Widzieliśmy jak się cali trzęśli. Wiedziałem, że chcieli jak najszybciej stąd odjechać. - Proszę…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych