Zgrana druzyna
Jedna z wielu zabawnych przygod trzynastolatka.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wreszcie sobota i mecz. Tym razem facet od w-fu wpadl na pomysl, aby zrobic mecz miedzyklasowy. Mialy grac po dwie klasy: piata i szosta. Gralismy na naszym boisku z druzyna z La Plany. W kazdej druzynie mialo byc siedem osob. Na treningu ustalilismy, ze beda to: ja, Mark, Omar, Habi Morales, Alex, Kamilo i Dani. W sumie sami najlepsi. Wygrana pewna na sto procent. Jeszcze piatkowy trening na to wskazywal, kiedy w sobote nasze procenty se stu zgubily niestety dwa zera spadajac do jednego. Okazalo sie, ze Alex wyjechal z rodzicami do babci, Dani musial pomoc rodzicom w przeprowadzce, gdyz juz chyba po raz trzeci w tym roku zmieniali mieszkanie. Co do Kamila to nikt nic nie wiedzial.Albo zaspal albo po prostu stchorzyl. Bylo nas czterech: ja, Mark, Omar i Habi Morales. - Co robimy? - zapytal zalamany Mark. - Albo znajdziecie z waszej klasy trzech innych albo mecz niestety macie przegrany. - Dlaczego od razu przegrany? - zapytalem. - Dlatego, ze nie macie kompletnej druzyny. Z La Plany sa wszyscy a u was... - Gramy! - przerwal Omar. - W czterech nie mozecie grac. - Zaraz bedzie nas siedmiu - powiedzial Omar udajac sie w strone kibicow. - Co on chce zrobic? - zapytal Mark. - Dobrac trzech zawodnikow - odpowiedzialem. - Ciekawe kogo? Po chwili bylo juz jasne. Omar szedl z Lara, Lukasem i Josua. - O nie. Ja tam wole sie honorowo poddac niz najesc obciachu - oznajmil Mark. - A co? Myslisz, ze tylko ty jestes najlepszy? Daj szanse innym - powiedzial Habi Morales. - Ale to jest niemozliwe. Przeciez to sa... - Gramy! - oznajmila dumnie Lara. - Dziewczyny nie graja w pilke - probowal jeszcze Mark. - Widac jestes jeszcze strasznie zacofany i nie ogladasz do tego telewizji - odgryzla sie Lara. - Przestañcie. Skoro jest komplet to mozecie grac. Macie wszyscy stroje? - zapytal trener. - Ja moge grac w dresie, ktory mam na sobie - odparl Lukas. - Ja nie mam - powiedzial Josua, ktory byl w dzinsach i flanelowej koszuli. - Zalozysz stroj Daniego a Lara Kamila. - Skad je wezmiemy? - Sa w ich szafkach.
Gdy bylismy juz w miare przebrani, trener porozdzielal nam funkcje na boisku. - Lukas, ty idziesz na bramke. - Lepiej na bramce postawic Josue. On ja chociaz cala zasloni - odezwal sie Mark. - Mark, staniesz razem z Lara w ataku. - Co? Ja z dziewczynami nie gram. - To przyprowadz kogos na swoje miejsce a sam zjezdzaj do domu madralo! - wydarl sie Habi Morales. - Chcecie grac czy nie? - zapytal juz dosc zdenerwowany trener. - Chcemy! Mark, zamknij sie wreszcie - powiedzialem. - Erwin z Habim Moralesem, bedziecie w obronie. Lewe skrzydlo zajmie Josua, na prawe idzie Omar. Wszystko jasne? - Jasne! - Haslo! - Ola! Ola! Ola! Kazdy dzisiaj strzeli gola! - Do ataku! - krzyknal trener, kiedy wyszlismy na boisko. - Lukas, wracaj tu szybko! - Nie moge! Stoje na bramce! - Jelopie! Stoisz na bramce, ale przeciwnika! - Nie wyzywaj mnie! Bramka to bramka! Co to za roznica, w ktorej stoje? - wracal Lukas burczac pod nosem. Mark stanal na srodku boiska i zlapal sie tylko rekoma za glowe. W tym samym momencie pilke dorwala Lara i pedzac jak burza wpadla na Marka. Oboje lezeli na ziemi. Lara podniosla sie szybko i juz miala podac pilke do Josuy, kiedy wpadl na nia Omar. Pilka potoczyla sie w zupelnie inna strone. Josua zamiast ja przechwycic, podcial Marka, ktory dopiero co podniosl sie z ziemi. - Nie! Tylko nie to! - jeknal Mark przywalony Josua, ktory niestety nie utrzymal rownowagi stojac na jednej nodze. Pilka byla juz w posiadaniu przeciwnika. - Habi, ratuj sytuacje! - wrzasnalem. Habi robiac glupia mine i machajac rekoma udal sie w kierunku pilki. - O! O! Oddaj, tu kurduplu! Ty wypierdku! - krzyczal do jakiegos malca pedzacego z pilka prosto na nasza bramke. - Ooooddaj! - w tym momencie Habi zrobil wyskok, lecac w powietrzu na malego. Ten jednak wywinal sie i strzelil. Na szczescie prosto w slupek. Pilka odbila sie i sam nie wiem jakim sposobem, ale wrocila w strone boiska walac Habiego Moralesa w glowe. Albo naprawde go tak zabolalo, albo udawal, ale padl bez ruchu na ziemie. Od razu na boisko wszedl nasz trener i jeden z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kondor
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…