Wróć do katalogu

Żółwie opowieści

Bajka dla dzieci do lat 5. Nie czytana, nie poprawiana, nie czyszczona. p.s. Wszystkie błędy ortograficzne, interpunkcyjne i stylistyczne autor popełnił celowo.

Yeris, opublikowano , 28 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie tak dawno temu i nie tak znów daleko żył sobie mały żółw Max który mieszkał radośnie w półokrągłym domku z Mamą, Tatą i młodszą siostrą. Zycie upływało mu na beztroskiej zabawie i trochę mniej beztroskiej szkole. Jednak szkolne obowiązki również dało się przetrwać, a to dzięki Lili. Ah, kto to Lili pytacie? Cóż, jakieś trzy drzewa i dwa półokrągłe domki dalej, na wielkim baobabie w trzecim gnieździe od prawej żyła pterodaktylica Lili, razem z rodziną oczywiście. Ale zapewne mało was interesują dane personalne, pesel , adres, numer buta i inne biurokratyczne bzdury. A więc streszczając te wszystkie tabelki, literki i cyferki, Lili była najlepszą przyjaciółką Maxa.

Życie ich toczyło by się całkiem spokojnie i normalnie (a czasem nawet romantycznie), gdyby nie pewien niespodziewany gość w miasteczku i … ale nie uprzedzajmy faktów.

Pewnej nocy, gdy chmury odcięły dodające otuchy światło gwiazd, a księżyc zamiast świecić dziarsko nad miastem poszedł na ryby, Maksowi przyśnił się przedziwny sen. Pełen mroku,strachu i przerażającego poczucia samotności.. i ta dziwna muzyka... Nim jednak nasz mały żółw zaczął kojarzyć dźwięki i zdążył przyjżeć się sennej rzeczywistości usłyszał kojący głos mamy: -Synku, zbudź się! Wszystko w porządku, jestem przy tobie… -Mamo, co się dzieje? – spytał zdezorientowany Maks - Strasznie krzyczałeś i rzucałeś się przez sen, pewnie przyśnił ci się koszmar..ale już śpij wszystko w porządku. Jeśli chcesz zostawię Ci zapalone światło. -Tak mamo, proszę. – później pomyślą ,że to straszny wstyd i gdyby Lili się dowiedziała, że śpi przy zapalonej lampce na pewno by go wyśmiała… Cóż,jednak w tamtej chwili wybór miedzy powrotem do krainy mroku a śmiechem koleżanki wydał mu się dość oczywisty.

Następnego dnia rano postanowił że o swym dziwnym śnie musi porozmawiać z Lili, może ona będzie mu w stanie pomóc zrozumieć o co chodziło .A więc czym prędzej zjadł swe śniadaniowe chrupki ślimakowe z mlekiem, ucałował na pożegnanie mamę, tatę, siostrę, sąsiadów oraz pół dzielnicy i pobiegł na spotkanie z przyjaciółką.

Umówili się w swym ulubionym miejscu, w cieniu wielkiego dębu ,w parku miejskim. Dla Maksa wyprawa tam to był już wręcz rytuał, w drodze kupował paczkę prażonych ślimaków i puszkę żurawinowego napoju dla siebie, a dla Lili stonogi w czekoladzie (nie, to nie jest okropne, to wielki przysmak dla pterodaktyli) i grzecznie dreptał by usadowić się w cieniu wielkiego drzewa. Najczęściej zdążył schrupać już ostatnią skorupkę ślimaka zanim pojawiała się Lili.. Cóż, nikt przecież nie mówił, że pterodaktyle są punktualne. Inna kwestia że nasz mały bohater zawsze z wytęsknieniem czekał na pierwsze oznaki przybycia przyjaciółki, delikatny szelest liści choć częściej głośny „krzyk łamanych gałęzi” … latanie precyzyjne też nie było jej najmocniejszą stroną. Tym razem było jednak inaczej, Maks nawet nie zauważył zbliżającej się pterodaktylicy (która i tym razem popisała się” brawurowym” lądowaniem ) , gdyż rozmyślania nad ostatnim snem pochłonęły go bez reszty. -Tobie też to się śniło , prawda? – Zapytała bez żadnego dzień dobry Lili. - Tak… nie wiem o co chodzi, miałem nadzieje ze wytłumaczysz mi to, a tak w ogóle to cześć. - ,odparł zaskoczony i odrobinę zdezorientowany nagłym pojawienie się koleżanki Maks. - tak, tak cześć, ale nie mamy czasu na kurtuazyjne pogawędki. Musimy iść do cyrku. - Ja tu przeżywam, śnie o koszmarach a Ty mi z cyrkiem wyskakujesz? -Głuptasie, nie tylko tobie się to śniło, poza tym w cyrku znajdziemy odpowiedź. – „jest taka bystra” pomyślał maks.. i od razu po tym zadał najmniej odpowiednie pytanie –a dlaczego w cyrku?- rzekł z rozbrajającą miną - Na pewno śniło Ci się to samo? Ta muzyka, te barwy.. to musi być cyrk. Poza tym akurat ,bardzo przypadkow , jeden taki cyrk przyjechał wczoraj do miasteczka.. – eh… masz racje – przyznał maks ze skruchą – a więc, postanowione, idziemy do cyrku – skwitowała Lili i w końcu zajęła się paczką stonóg w czekoladzie. Reszta przedpołudnia upłynęła im na radosnych gonitwach po parku, rzucaniu kamieniami do wody i innych bardzo ważnych dziecięcych zajęciach.

Maks wrócił do domu idealnie na obiad, ale szczerze mówiąc zbyt głodny nie był, gdyż wszystkie możliwe myśli zaprzątał mu cyrk. Postanowił przy pierwszej nadażającej się okazji zapytać rodziców , czy mógłby iść.. i oczywiście czy by mu tą przyjemność zafundowali. Nie dokończywszy jeszcze steku, z pełną buzią maks zapytał –Młambo, młlubm iłśbć.. – Synu, poczekaj aż przełkniesz - upomniał tata. Nasz dzielny bohater posłuchał rady ojca i po pewnym czasie zaczął jeszcze raz, tym razem bez przeszkadzającego mu steku. – Mógłbym iść jutro z Lili do cyrku? – zapytał – Oczywiście synu.. ale pod jednym warunkiem- W głowie maksa pojawiła się wizja kolejnego, chyba już tysięcznego(o zgrozo) sprzątania pokoju. .– weźmiesz ze sobą Emmę – Tato.. ale wiesz, ja i Lili, we dwoje.. romantycznie, sam rozumiesz – argumentował – Jeśli chcesz byśmy zafundowali ci tą pseudo randkę , musisz ze sobą wziąć siostrę, wiesz jak bardzo kocha cyrk. Poza tym pieniądze na coś do jedzenia dla ciebie, Lili i siostry też ci się pewnie przydadzą, co nie? – eh.. zgoda….

W końcu naszedł wielki dzień. Maks nie mógł spać i już od piątej rano siedział w kuchni gotowy i ubrany do wyjścia. I nieważne ,że z Lili umówił się dopiero na jedenastą.. Między nami... nie denerwował się tak dlatego, że niepokoiły go sny , skądże. Stresował go fakt ,iż jest to pierwszy wypad z Lili w takie miejsce prawie sam na sam (cóż, jakby nie patrzeć Maks ,choć żółwim był jednak chłopcem). Jego rodzice i siostra wstali dopiero o godzinie wpół do dziesiątej, a on do tego czasu zdążył już zjeść cały zapas budyniu ślimakowego z lodówki ( niektórzy dziwnie reagują na stres).Chyba nie musze mówić jaka mordęgą było dla niego czekanie ,aż Emma łaskawie przyodzieje różową sukieneczkę i okulary słoneczne ,i w końcu stwierdzi ,że jest gotowa do wyjścia. Oczywiście najpierw jeszcze cała rodzina musiała przeszukać każdy zakamarek domu w poszukiwaniu Toma, tzn. pluszowego króliczka Emmy, bez którego ta urocza czterolatka nie raczyła ruszyć się z domu (co jest w gruncie rzeczy zrozumiałe, patrząc po dorosłych którzy np. nie wyjdą z domu bez małych pudełeczek wypełnionych gazem czy też telefonów komórkowych… Szczerze mówiąc, ja bym wolała jednak pluszowego królika). Gdy byli już w komplecie, tzn. Maks, Emma, która zdążyła już ubrudzić sukienkę i Tom oczywiście usłyszeli ostatnie pouczenia rodziców: -Emmo, proszę Cie, nie odchodź od Maksa ,żebyś się nie zgubiła – powiedziała życzliwie Mama -Synu, nie waż mi się spuścić jej z oczu – powiedział dużo mniej życzliwie Tata -dobrze Tato – odburkną Maks -Dobzie mamusiu – odpowiedziała rozpromieniona Emma I po tych słowach zaczęli kolejną rytualną wyprawę pod wielki dąb, gdyż właśnie tam umówili się z Lili (to było trudne do przewidzenia, prawda?)

Droga do cyrku upłynęła im na sympatycznych pogawędkach i radosnym podśpiewywaniu Emmy. W pewnym momencie dostrzegli monumentalny żółto- czerwony namiot cyrkowy wyłaniający się zza pagórka, A dokoła pełno przedziwnych postaci, clownów, akrobatów i tak dalej. Maks stał oczarowany ,podziwiając ten gwarny i pełen życia obraz. Pewnie ostał by sie tak w Tym zamyśleniu do końca tygodnia ,gdyby nie jak zwykle niezastąpiona Lili. -Maks, gdzie masz bilety? -Bilety? – spytał wybitnie roztropnie... -No tak, bilety. Dla Ciebie, Dla Emmy i dla mnie.. -Maks, nie mów ,że zapomniałeś…-Maks lekko spanikowany odrzekł -Nie.. nie, zaraz pobiegnę i kupię, o widzisz, tam jest kasa,– mówiąc to wskazał na biało-czerwoną budkę, niedaleko wejścia do namiotu cyrkowego. -No dobrze, biegnij. Jednak ,im Maks był bliżej biało-czerwonej budki, tym większe miał wątpliwości. Nie słyszał żadnych dźwięków, ani też nie widział z daleka żadnej postaci wewnątrz. Pomyślał, że to dziwne i zląkł się ,że kasa już jest zamknięta. Jednak gdy podbiegł na odległość 2 metrów ,dostrzegł jak bardzo się mylił…Budka w żadnym wypadku nie była pusta, wewnątrz siedziała, a może raczej stała rurka. Tak, zwykła rurka do picia, z tą śmieszną harmoniką pod koniec, dzięki której mogła się zginać.. Była w biało-czerwone pasy, dlatego Maks jej wcześniej nie dostrzegł.. aha, i jeszcze jeden mały detal – miała ona prawie dwa metry wzrostu. Po prostu wielka 2-metrowa rura. Maks przestraszył się nie na żarty gdy zwróciła swój łeb w jego stronę (jako że anatomia rurek jest dość skomplikowana,dla ułatwienia - łeb rurka ma tuż za miejscem ,gdzie się zgina, tzn. tam gdzie jest na górze otwór),. -W czym Ci chłopcze pomóc mogę? – głos dochodził jakby z głębi studni i odbijał się wielokrotnym echem -Dzień,dzień,dzień..dobry – Maks w końcu wykrztusił -Pytałam czy w czymś pomóc Ci mogę. Maksowi udało się w pewnym stopniu opanować zdenerwowanie – Ch..ch..chciał bym 3 bilety na pokaz za trzydzieści minut .W odpowiedzi Słomka zaczęła się głośno i donośnie śmiać, wypełniając swym rechotem cały plac cyrkowy, a i może całe miasto. Maks skulił się zlękniony. -Chłopcze, wysprzedane bilety zostały czas dłuższy temu – rzekła rurka z trudem powstrzymując śmiech. Maks pomyślawszy o zawiedzionej minie Lili i płaczącej Emmie zapytał-Ale na pewno nic się nie da zrobić? Nie zostały jakieś w ostatnim rzędzie, czy coś?- Rurka spojrzała na niego podejrzliwie. Tzn… spojrzała. To złe słowa, po prostu nachyliła nad nim swój górny otwór i zamarła w bez ruchu. -W rzeczy samej, coś dla mnie zrobić byś mógł… -Słucham, bardzo chętnie pomogę! – Krzyknął Maks rozpromieniony - Widzisz chłopcze, problem Ci ja mam. Goście nieswojo się czują ,gdyż na kogo spoglądam nie wiedzą.. a więc gdybyś rozwiązał problem ten… -tzn.? -Oczy chłopcze drogi, oczy bym chciała ,by goście raźniej się czuli -Oczy?– odrzekł osłupiały Maks i niewiele myśląc (i nie żegnajac się również) rzucił się pędem ,by streścić dziewczynom słomkową propozycje nie do przyjęcia.

-Przykro mi Lili…- rzekł Maks zdyszany -Nie ma biletów, tak? – zapytała zirytowanym głosem Lili. -Tak – odrzekł Maks z żalem – Tzn.. bileter, bileterka nie wiem co dokładnie, powiedziała, że jest szansa… ale to bez sensu. - Mów Maks, musimy się tam dostać. -Oczy, rurka zażądała oczu… - Maks spojrzał na Lili z mieszaniną podziwu i przerażenia – Twoja mina nie wróży nic dobrego. chyba nie zamierzasz dopaść kogoś w jakimś ciemnym załuku i załatwić pary niebieskich.., prawda? -Maks, powiedz mi dokładnie co powiedziała rurka, słowo w słowo – Żółw na prośbę przyjaciółki streścił jej bardzo dokładnie rozmowę z rurką a Emma w tym czasie zdążyła obiec po raz setny małą topole obok której stali. W końcu siadła pod nią zmęczona i zaczęła się bawić swoimi różowymi okularami. Dostrzegłszy to Lili, krzyknęła - Emma, jesteś genialna!! – wzięła ją na ręce przytuliła mocno i zapytała – Pożyczysz mi swoich okularów, prawda? -Dobzie Lili, ale choźmy w końcu do tego ciyrku – mówiąc to podała Lily parę różowiutkich okularów. Maks stał i patrzył osłupiały na całą tą scenę. -Lili, o co Ci chodzi ? – w końcu wydukał. -Słomka nie mówiła że potrzebuje oczu by widzieć, tylko by inni widzieli gdzie patrzy głuptasie. Okulary są idealne do tego celu. – Maks stał jak wryty ,podziwiając w myślach geniusz przyjaciółki. -Bierz okulary i biegnij po nasze bilety, i proszę Cię, pośpiesz się Maks, bo nie mogę się doczekać- Nasz mały dzielny żółw został wyrwany z letargu tymi słowami i ile sił w nogach pognał do biało – czerwonej butki.

Rurka spisała się na medal, załatwiając im za ta małą przysługę -miejsca w pierwszym rzędzie, tuż przy arenie cyrkowej. Gdy już nasza gromadka usadziła sie na wyznaczonych krzesłach z obowiązkową porcją ślimaczego popkornu i żurawinowego soku, rozległy sie werble i zgasły światła.. - Panie i Panowie, witam w wielkim cyrku Monty Pingiwna - rzekł pingiwin w zawadiacko przekrzywionym cylindrze i z binoklami na oczach. -To co dzisiaj tu zobaczycie sprawi, że już nigdy nie będziecie naszego cyrku chcieli opuścić. Dziwy, magia i fantazja to wszystko czeka na was, a więc nie bójcie się i wkroczcie w świat niesamowitości - powiedziawszy to zniknął w oparach zielonkawo-niebieskiego dymu. Emma na ten widok pisnęła cichutko z ekscytacji, a może też i odrobinę ze strachu . Maks uśmiechną się ciepło do Lili i zaczął wpatrywać sie w mrok sceny. Nagły błysk (zresztą oślepiający wszystkich) ukazał 4 klaunów na scenie którzy rozpoczęli swe standardowe wygłupy i sztuczki. Jedynie ich smutne twarze nie pasowały do tego typowego obrazka... Byli akrobaci, tresowane myszy, ślimak na jedno-kołowym rowerku i wszystkie inne dziwy jakie 4-letnia dziewczynka mogła by sobie wymarzyć, a każdy z tych pokazów przybliżał widzów do wielkiego finału: żyrafy akrobatki i największego clowna ze wszystkich clownów - t-rexa. Po 15 - minutowej przerwie ,oczywiście z obowiązkowym sikaniem i zdjęciem Lili na wielbłądzie, cała gromadka wróciła do namiotu cyrkowego i z coraz większym podnieceniem oczekiwała wielkiego finału. Gdy zgasło światło wszyscy zrozumieli, że to już (a Lili dyskretnie złapała Maksa za rękę. Wiecie,że niby strach przed ciemnością nią kierował). -Panie i panowie - rzekł wyłaniający sie jak zwykle z kłębów dymu pingwin - oto przed wami jedna z dwóch największych atrakcji naszego cyrku, żyrafa Gertruda! Nie bójcie sie i podziwiajcie! Gdy konferansjer skończył swą niezbyt długą przemowę, silna lampa punktowa ukazała żyrafę z parasolem w ręce, przy samej kopule cyrku. Stała na małej drewnianej półeczce, 25 m nad ziemią .a przed nią rozciągała się lina o długości bagatela 50 m ,zakończona kolejną niezbyt solidną półeczką na przeciwległym słupie ,podtrzymującym namiot cyrkowy. Żyrafa dygnęła z gracją, otworzyła swój wielobarwny parasol i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych