psychologia · 7 min
maglownikByła noc, światłą latarni oświetlały drogę po której jechały samochody, z hukiem uderzając o podłoże, patrzałem z oddali jak mozolnie urywają życie ziemi po której jada, wokół wszystko stawało się zbyt hałaśliwe ,pole szumiało w rytm silników komponując niepowtarzalną arie , muzyka która rozbierała moja dusze , po czym po chwili znów wywoływała krzyk pomocy ,który był tylko kolejnym szybkim samochodem jadący ta ulicą, nie rozumiałem wielu rzeczy wokół mnie , kochałem ziemie ona mnie dając swoje najlepsze dary począwszy na ziemniakach skończywszy na burakach, wszystko miałem lecz miastowi mi to odebrali, zakuwając mnie w szpony posłuszeństwa
Urodziłem się w małym domku w lesie niedaleko bagna gdzie natura była moim ojcem zaś matką zaś ojcem technika, wielu uważało mnie za wiejskiego głupka który tylko zbiera sprzedaje, żre, chleje i śpi, lecz do takich ja nie należałem, lubiłem w domu robić wynalazki, najczęściej robiłem pułapki na zwierzynę .
bez ocen